Gdzie kończy się wolność

Przedstawiamy kolejną część Waszych odpowiedzi, pomysłów i sugestii, którymi odpowiedzieliście na edytorial przewodniczącej ČSV, z.s., mgr Jarmily Machovej pt. "Gdzie kończy się wolność", opublikowany w czasopiśmie Včelařství nr 5/2017.

Od dawna uważam, że hodowla pszczół powinna być podporządkowana pewnym zasadom, a dokładniej mówiąc, nie sama hodowla pszczół, lecz ich hodowcy. Weźmy pod uwagę, że na przykład rybacy czy myśliwi mają swoje zasady i odpowiednie egzaminy z zakresu wiedzy o swojej dziedzinie, co prowadzi do poszanowania przyrody i jej użytkowników. Zainteresowani pszczelarstwem zdobywają w jakiś sposób rodziny pszczele i zaczynają pszczelarzenie. Ale jak? Początkujący często błądzą, nie mają doświadczenia, a rady oferowane w Internecie są często mylne. Dlatego konieczne jest, aby każdy nowy pszczelarz przeszedł odpowiedni kurs, lub w pierwszym roku pracował pod patronatem doświadczonego pszczelarza. Powinien wykazać się swoją wiedzą w określony sposób (nie muszą to być egzaminy kwalifikacyjne lub testy wiedzy). Pewne testy wiedzy przeprowadziliśmy w naszym ZO jako urozmaicenie zebrania członkowskiego, co spotkało się z dużym zainteresowaniem. W tej sytuacji nie można brać pod uwagę zasad demokratycznych. Stanowisko, które zagraża okolicznym pasiekom zarówno pod względem hodowlanym, jak i zdrowotnym, samo w sobie jest zagrożeniem. Kiedy ktoś kupuje samochód, musi mieć prawo jazdy i przestrzegać przepisów, co oznacza nie narażanie innych użytkowników dróg. Opinia uczciwego członka ČSV (hodowcy pszczół) nie musi pokrywać się z opinią członka zarządu, czy stanowiskiem weterynarzy. Szokujące jest zdanie pewnego „pro-fi” pszczelarza: „Zlikwidować hobbystycznych pszczelarzy – stworzyć 500 farm po 100 rodzin pszczół i pszczelarzyć na poziomie profesjonalnym." Absurd! Tak oceniam obecną sytuację w pszczelarstwie jako wieloletni członek ČSV i kierownik ZO. Wszyscy uczciwi członkowie naszego ZO zgadzają się ze mną. Życzyłbym sobie, aby hodowla pszczół w przyszłości się rozwinęła, a my mieli mniej problemów ze stanem zdrowotnym rodzin pszczelich oraz z zachowaniem demokracji.
Zazwyczaj nie uczestniczę w różnych dyskusjach i swoje myśli zazwyczaj zachowuję dla siebie. Niemniej jednak, pytanie zadane przez Was oraz dalsze przyczynki do ewentualnych obowiązkowych egzaminów dla początkujących pszczelarzy skłoniły mnie do tego, abym w tym przypadku zrobił wyjątek i jako (nie)doświadczony początkujący pszczelarz wyraził również swoje zdanie. Dlatego proszę
dodajcie do szali moje stanowcze NIE, które, mam nadzieję, przyczyni się do tego, że status quo zostanie zachowany.

Pracuję w urzędzie wojewódzkim, gdzie w latach 2009-2015, miałem, między innymi, za zadanie administrację dotacji dla pszczelarzy. Przez ten czas spotkałem się z wieloma początkującymi pszczelarzami, których podzieliłbym na dwie główne kategorie:

• Początkujący pszczelarze z wieloletnim doświadczeniem. Zazwyczaj zajmują się pszczołami już od dzieciństwa, gdy razem z ojcem, wujem, dziadkiem... odwiedzali pasieki i razem ze słodkim miodem zasmakowali wiedzy i znajomości pszczół i ich życia. Często ci ludzie zajmowali się pszczelarstwem razem ze swoimi bliskimi również w dorosłości, i dopiero potrzeba przejęcia działalności gospodarczej lub możliwość uzyskania dotacji skłoniły ich do oficjalnego zarejestrowania się jako pszczelarze w Hradišťku. Gdy po latach przypomnieli sobie o młodzieńczych latach i wrócili do pszczelarstwa, mają doświadczenie w hodowli pszczół. Dla tych pszczelarzy szkolenia i egzaminy zdecydowanie nie są potrzebne;

• Początkujący pszczelarze, którzy nie mają doświadczenia z pszczołami, nigdy się z nimi nie zetknęli i jakiś impuls skłonił ich do zainteresowania się pszczelarstwem. Kierowani chęcią pszczelarzenia jak najlepiej, szukają informacji ze wszystkich możliwych źródeł, studiują różnorodną literaturę, próbują różnych metod. Ci ludzie zdecydowanie potrzebują pomocnej ręki swoich bardziej doświadczonych kolegów, możliwości praktycznego ćwiczenia pracy w pasiece i metodycznego prowadzenia. Uważam jednak, że w żadnym wypadku nie potrzebują żadnych obowiązkowych egzaminów i certyfikatów.

W związku wszyscy jesteśmy przyjaciółmi, więc pomagajmy sobie jak przyjaciele, doradzajmy sobie, dyskutujmy, stwórzmy system nauczania, szkoleń i wsparcia dla nowych i mniej doświadczonych druhów, ale nie obciążajmy się i nie stwarzajmy sobie dodatkowych problemów z obowiązkowymi egzaminami. Potocznie mówi się „wykładamy sobie własne gniazdo”. Obowiązkowe egzaminy są efektownym, prostym i jak się wydaje, również popularnym rozwiązaniem. Obawiam się jednak, że efektowne, proste i popularne rozwiązania nie zawsze są najlepsze.

Cierpliwe, dyskretne, systematyczne prowadzenie nowych pszczelarzy jest z pewnością bardziej wymagające, jednak przyniesie znacznie lepsze wyniki. Sam miałem szczęście, że na początku mojej przygody spotkałem zapalonego pszczelarza, który zawsze chętnie dzielił się swoimi doświadczeniami. Obserwowałem jego pracę w pasiece, mogłem sam spróbować manipulacji z pszczołami, prosto wyjaśnił mi, co to jest rok pszczelarski, jakie choroby trapią pszczoły, kiedy i co należy zrobić w pasiece, kiedykolwiek mogę się do niego zwrócić o radę i pomoc. W ten sposób, mam nadzieję, zdobywam solidne fundamenty, aby stać się dobrym pszczelarzem.

Na koniec jeszcze mała refleksja: Ilu pszczelarzy wie, co to jest wskaźnik łokciowy? Wiedza przydatna w praktyce co prawda nie jest, ale pytanie do egzaminu jest to idealne.
•••••••

Bardzo zainteresowała mnie Państwa opinia w piśmie Včelařství nr 5 na temat tego, czy pszczelarze powinni posiadać jakieś kwalifikacje. W pełni popieram tę opinię i pozwolę sobie przedstawić kilka argumentów przeciwnych poprawnym politycznie liberalnym poglądom, które cytowaliście. Najpierw szybki rzut oka na „sąsiednich” rybaków. Dorosły kandydat do członkostwa w Związku, co jest warunkiem do wędkowania na sportowych wodach państwowych, musi rok wcześniej złożyć wniosek o członkostwo w danym ZO, przejść szkolenie i uzyskać certyfikat, że zna podstawowe przepisy prawne i rozpoznaje gatunki ryb, okresy ich ochrony itd. Bez tego nie może wędkować w wodach wspólnych.

Innym przykładem jest prowadzenie pojazdów mechanicznych. Tu chodzi o życie, dlatego nie można polegać na czyjejś moralności, ale każdy musi przejść surowe szkolenie i zdać egzamin, zanim może uczestniczyć w ruchu drogowym. Tutaj chodzi o życie i wielkie szkody materialne. Mimo liberalnych poglądów niektórych osób, które popierają polityczną poprawność, faktem jest, że w niektórych krajach zachodnich nie można tak łatwo i swobodnie pszczelarzyć jak u nas. Dlatego uważam, że jakiekolwiek szkolenie dla początkujących byłoby więcej niż wskazane.
Jestem dokładnie takim przypadkiem, o którym się pisze. Zaczęłam pszczelarzyć w zeszłym roku bez żadnej wiedzy. Przez lata marzyłam o posiadaniu pszczół, ale brakowało mi odwagi, więc tego nie rozwiązywałam. Odwagę zdobyłam dzięki jednej prelekcji i tragicznym sytuacjom w ogrodzie bez pszczół. W czerwcu ubiegłego roku postanowiłam i po dwóch tygodniach miałam już w domu dwa oddzielne roje. Przedtem zdążyłam się zarejestrować i zaczęłam zbierać informacje. Otrzymałam je od pszczelarza, od którego kupiłam roje. Podstawowy kurs odbyłam dopiero jesienią. I oczywiście leczyłam pszczoły, ku mojej wielkiej radości obydwie rodziny przetrwały zimę.
Nie zgadzam się, że konieczne jest odbycie akredytowanych kursów przed rozpoczęciem pszczelarki, ale ważne jest, aby chcieć się uczyć i postępować zgodnie z przepisami. To, co chcecie wprowadzić, jest początkiem końca pszczelarstwa jako hobby. Cała ta sytuacja sprawia wrażenie, że w Czechach jakaś elitarna grupa chce uzyskać monopol na pszczelarstwo. Dla instruktorów wprowadzi się przegląd, aby wykluczyć tych, którzy nie są „naszymi” przyjaciółmi. Następny krok to określenie, ile pszczelarz może mieć uli, odebranie zezwoleń na hodowlę pszczół, itp.

Mapa Służby Weterynaryjnej pokazująca zarażenie pszczół chorobami jest dowodem na to, że początkujący nie są winni. Może to problem z nieutkniętym nadzorem SVS? Są w regionach Olomouckim i Zlińskim dotacje na badania pszczół? Temat materiału w ostatnim numerze - identyczna sytuacja z odpowiedzialnością - nie jest wyłącznie winą jednej osoby. Można pomóc kolegom, oferując wsparcie. Mój nauczyciel pszczelarski, od którego mam roje, sprzedałby mi je tylko wtedy, gdybym zarejestrował się przepisowo.

Co się tyczy dotacji, naprawdę nie wiem, o jakie pieniądze chodzi. Musiałam zakupić całe nowe wyposażenie. Kosztowało to dziesiątki tysięcy. Dotacje dla nowego pszczelarza są możliwe tylko w pierwszym roku. W zeszłym roku było za późno. W tym roku mogę dostać 10 tysięcy, co jest tym samym, jak dla doświadczonych pszczelarzy. Może chodzi o dotacje z UE, nie wiem.


Pszczelarzę od 1975 roku i jednocześnie zgadzam się z opinią J. Machovej, aby początkujący pszczelarze musieli przejść cykl kursów, a po egzaminie mogli dopiero hodować pszczoły. Popieram, aby egzamin nie był tylko formalny, ale wystarczająco surowy. Piszący J. Machovoj, że to zbędne, powinien hodować ryby lub króliki zamiast pszczół. Pszczoły przenoszą choroby w znacznie większej mierze.

Moja opinia, że kursy te bardzo pomogłyby czeskiemu pszczelarstwu wyraźnie jakościowo. Sejmę dotacje, które by wymagały edukacji ci, którym brakują wiedzy.

Z czasopisu Včelařství.