Ochrona wylotka przed szerszeniami i innymi intruzami

15 lat temu szerszeń azjatycki został po raz pierwszy zidentyfikowany we Francji. Dziś jego występowanie jest potwierdzone w wielu krajach europejskich, w tym w południowych krajach związkowych Niemiec. Ostatnio pojawił się nagle w okolicach Hamburga (Pszczelarstwo 5/2020, str. 155), co świadczy o niesamowitym tempie zasiedlania nowych obszarów. Wystarczy, że „przejdzie przez pograniczne góry”, a ten niebezpieczny drapieżnik pszczół może pojawić się w Czechach. I wraz z nim kolejny duży problem.

O możliwej ochronie wylotka przed szerszeniem azjatyckim pisał nasz długletni współpracownik Jaroslav Petr w poprzednim numerze (Pszczelarstwo 6/2020, str. 196). Mowa była o ochronnej nakładce pochodzącej z Francji, jednak czescy pszczelarze również nie pozostają w tyle. Podobne rozwiązanie zaprezentował już wcześniej Zdeněk Myslivec z Bożkova.

Dla tych, którzy pamiętają, jak nasza przyroda wyglądała pół wieku temu, dzisiejszy krajobraz wydaje się niemalże martwy. W wodach żyły kiełbie, strzeble, ślizy, piekielnice czy różanki, dziś często uważane za chwasty. W potokach pływały pstrągi, w większych rzekach lipienie i brzany, na dnie roiło się od raków i małży.

Na łąkach i polach było mnóstwo owadów. Różne gatunki trzmieli różniły się kolorem i wielkością. Wszędzie słychać było cykanie koników polnych różniących się rozmiarem i barwą. Przy każdym kroku na łące przeskakiwały spod stóp. Wszystkie te dźwięki zagłuszało cykanie świerszczy, które wystawiały głowy z otworów w ziemi. Dzięki temu dobrze miewały się bażanty, kuropatwy, przepiórki i inne ptaki. Wróbli było tak dużo, że ich dźwięki rwące w uszu były wszędzie wokół.

Latały mnóstwo motyli i ćm. Jednym z najczęściej spotykanych był bielik kapuściany. Jego zielone gąsienice trzeba było ręcznie zbierać z kapusty i innych warzyw, inaczej można było oglądać tylko puste rośliny. Wtedy zaczęła się chemiczna ochrona roślin.

Po dziesięcioleciach jej stosowania wynik jest opłakany. Spadek liczebności owadów prowadzi dziś owadożerne zwierzęta do tego, że swoje ubogie diety uzupełniają naszymi pszczołami, bezpośrednio na nie polując. Chowane pszczoły, w czasie najsilniejszego rozwoju, rozmnażają się o tysiące osobników dziennie, „wzmacniając” przyrodę tym, że tysiące pszczół ginie każdego dnia, dostarczając pożywienia innym.

Jaskółki, osy i ryjówki

Z własnego doświadczenia pszczelarskiego mogę przytoczyć parę przykładów. Po letniej burzy, gdy znowu pojawiło się słońce, moje pszczoły wyszły z ula i rozleciały się za nektarem. Nagle pojawiło się stado około 20 jaskółek, które polowały na torach lotnych pszczół. Trwało to około 20 minut, a potem, prawdopodobnie już najedzone, odleciały. Innym razem, zimą, dzięcioł wybił dziurę wielkości dłoni w ulu. Pszczoły przeżyły, a ja tymczasowo zatkałem dziurę gipsem i latem wymieniłem półnadstawkę. Gdy osa miała nadmiar, zniszczyły dwa obiecujące roje. Albo mysza wlazła do ula, gdy pszczoły były w kłębie zimowym. Gryzła plastry, sikała w dolny podkład i zanieczyszczała ul swoim zapachem. Musiałem ją złapać pułapką. Również ryjówka może wejść do ula przez najmniejszą szczelinę. Ten najważniejszy ssak jest chroniony i nie powinien być zwalczany.

Kto z naszych pszczelarzy widział kiedyś japoński film dokumentalny o ataku szerszeni na rodzinę pszczelą i jej likwidacji przez wykrajanie czerwiu, na pewno się przestraszył. Byłem zaskoczony, że japoński pszczelarz nie próbował uniemożliwić szerszeniom wniknięcia do ula za pomocą jakiejś siateczki, przez którą przeszłyby pszczoły, ale szerszenie nie. Wtedy byłyby skazane tylko na łapanie pszczół przy wylotku i poza ulem.

Przygotowanie prewentowane

Do łapania pszczół zdolne są także nasze krajowe szerszenie. Jeśli jednak szerszeń azjatycki jest już w Niemczech, to jest „za rogiem” i powinniśmy się na niego przygotować. Już lata temu zrobiłem ochronę wylotka, którą wkładam od zewnątrz przed wylotek na zimę, ale także latem w przypadku rabowania lub ataku os. Poprzez obrócenie osłony, mogę całkowicie zamknąć wylotek podczas leczenia przeciwko warrozie i innych procedur. Ponieważ osłona jest siatkowana, a więc przewiewna, nie ogranicza zbytnio wentylacji ula. Użyłem siatki wytłaczanej z blachy stalowej. Trzeba ją pomalować, aby zapobiec korozji, ale jest wystarczająco mocna. Dla naszego celu bardziej odpowiednia byłaby ocynkowana, o ile jest wystarczająco mocna i nieprzenikalna dla larw chrząszcza ulowego (Aethina tumida). Podczas zbiorów, gdy pszczoły wychodzą z ula w dużych ilościach, usuwam siateczkę, aby ich nie spowalniała. W przypadku rabowania lub ataku os, nakładam siatkę i ograniczam przejście do dolnego wylotu, wsuwając klinowatą deseczkę z drewna. Deseczka jest krótsza o centymetr niż szerokość szczeliny. Pszczoły są w stanie zabezpieczyć tak powstałą szczelinę przed osami złodziejami oraz, miejmy nadzieję, przed chrząszczem ulowym.

Na rysunku 1 pokazano osłonę w dwóch widokach, z wymiarowaną tylko własną szczeliną, wszystko inne musi być dostosowane do danego typu ula. Aby zapobiec wypadnięciu, osłona powinna być zabezpieczona klamrami. Osłona składa się z długiej listwy, do której przybite są kwadratowe zakończenia na obu końcach. Od jednej strony, siateczka jest przybita do listwy na całej długości. Dolna krawędź siateczki jest zgięta pod kątem prostym na całej długości, tak aby między dnem ula a siateczką powstała szczelina, przez którą mogą przechodzić tylko pszczoły, trutnie i matka. Ostra krawędź siateczki jest wygięta na zewnątrz, co uniemożliwia przejście do ula ani ryjówce, ponieważ przy próbie wejścia, krawędź wbija się w jej grzbiet. Na rysunku jest również pokazane użycie klinowej deseczki w razie potrzeby. Na rysunku 2 widać zamknięcie wylotka przez obrót osłony podczas leczenia itp. Na rysunku 3 przedstawiono używaną siateczkę.

Z czasopisma Pszczelarstwo Zdeněk Myslivec